wtorek, 17 grudnia 2013

Poszukiwanie miłości w internecie- recenzja książki " F@ceci z sieci"

           Witam serdecznie na moim blogu, szczególnie dziś pięknie nowe twarze:)
Ten post jest 200!
Dziękuję wszystkim za życzenia urodzinowe, nieważne, że niektóre spóźnione, ale mam nadzieję- szczere:)
Jakiś czas temu dowiedziałam się, że Pani Redaktor Naczelna mojego ulubionego ogrodniczego pisma: "Przepis na ogród"- Katarzyna Gubała napisała książkę. Syn od razu mi ją zakupił i zabrałam się za czytanie.
Wiedziałam, że to zwierzenia kobiety, która szuka miłości w sieci.
Jestem sceptycznie nastawiona do takich znajomości, bo ja  tylko te realne znajomości  poważam, choć i te czasem nie zawsze są długotrwałe i szczere.
Książka pt: "F@ceci z sieci, czyli w poszukiwaniu miłości" jest ciekawie napisana i dobrze się ją czyta.

/okładka książki/

To historia 30- letniej Karoliny, która szuka mężczyzny poprzez portal randkowy.
Ma swoje sprecyzowane wymagania, co do tego jednego, wymarzonego faceta. Sama, określa swoje zainteresowania, oczekiwania, cechy charakteru oraz wygląd.
Jej profilem na portalu randkowym w internecie interesuje się i odpowiada na anons- wielu mężczyzn.
Odważna bohaterka o pseudonimie bardzo apetycznym- "Szarlotka" odpisuje i nawet spotyka się z mężczyznami godnymi zainteresowania w swoim rodzinnym Wrocławiu.
Jakże różni mentalnie mogą być Panowie po 30- tce. Jeden z nich, to maminsynek, inny macho, jeszcze inny o seksualnej wybujałej wyobraźni.
Karolina jest kobietą mądrą, wykształcona, atrakcyjną, zatem stosuje środki bezpieczeństwa. Używa pseudo, nie podaje adresu domowego i nie umawia się w swoim mieszkaniu.
Najpierw jej poszukiwania "idealnego" mężczyzny na całe życia rozpoczynają listy e-mailowe. To swoista wymiana myśli, która przeważnie kończy się spotkaniem w realu. I wtedy "wychodzi szydło z worka". Panowie dają się poznać w bardzo ekstremalnych sytuacjach lub klimatycznych miejscach, sceneriach.
Nie rzadko Karolina daje szanse swoim rozmówcom, nie skreśla ich na wstępie.
Nie liczy się dla niej idealny wygląd zewnętrzny, ale chce poszukać mężczyzny, który jest właścicielem  bogatego i niebanalnego "wnętrza". Liczą się dla niej serce, dusza oraz sprawny umysł.
Nieobojętnymi są: urok osobisty, czułość, poczucie piękna, estetyki i miłość do zwierząt.
Idealnych mężczyzn pewnie nie ma, ani w internecie, ani realu.
Karolina- Szarlotka znajduje miłość swojego życia w sieci.
Warto zatem spróbować poszukać szczęścia i spełnienia w sieci, ale poprzez czujność, ostrożność. Nic za wszelką cenę, bez szybkiego zrażania się. 
Nie używajmy w takich sytuacjach różowych okularów, ale kierujmy się zdrowym rozsądkiem i intuicją.
Pani Kasia książkę pisze w formie dziennika, dlatego czyta się ją bardzo mile. Język jest bardzo przekonywujący, a forma nie rzadko żartobliwa.
Od pierwszej strony do ostatniej kartki przeczytałam książkę, bo warto było poświęcić czas na zgłębianie ludzkiej tajemnicy męskiej i kobiecej duszy. Także kobiecą stronę i punkt widzenia tutaj poznajemy. Odczucia Karoliny pewnie towarzyszą niejednej, zagubionej, samotnej, atrakcyjnej Pani.
To doskonała propozycja książkowa na prezent, np świąteczny.
Poleciłam tę propozycję wielu swoim znajomym, tym po "przejściach" i nie tylko.
Myślę, że nawet dla Panów byłaby to niezła lektura, aby wiedzieli, jak ich zachowania postrzegają Panie.
Bardzo ciekawą alternatywą dla "F@cetów z sieci" była by książka " Poszukiwania  wymarzonej kobiety w sieci".
Chętnie obejrzałabym film na podstawie książki o facetach- tymczasem.
Pani Kasia prowadzi także bloga, na który serdecznie zapraszam- klik
Czekam na kolejne interesujące pozycje książkowe Pani Kasi i życzę, jak największej liczby wiernych czytelników i wszelkiej pomyślności na Nowy 2014 Rok:)
Dostałam od Pani Kasi na pamiątkę- piękną zakładkę z dedykacją.  
Dziękuję:)
Zapraszam moich blogowych znajomych do sięgnięcia po tę właśnie książkę i pozdrawiam serdecznie na najbliższy, przedświąteczny czas:)



Motto na dziś:

"Tyl­ko małomówny, przys­tojny mężczyz­na po­siada dla ko­biety czar za­gad­ko­wości. Tylko małomówna, piękna ko­bieta za­cieka­wia mężczyznę aż do szału".
Alfred Aleksander Konar

niedziela, 24 listopada 2013

Jesiennie w kuchni Morgany

      Witam smacznie o poranku:)
Jesień, to czas przeziębień, chandry, smutnej pogody za oknem.
Dziś proponuję pyszne jedzonko, które poprawi, rozświetli zachmurzone dni i ponurą minę.
Pierwszą propozycją jest zdrowa surówka z białej rzodkwi.


Surówka z białej rzodkwi pełna witamin

400 g białej rzodkwi
150 g obranej marchewki
100 g gruszki
zielony szczypior

Sos czosnkowy:
2 łyżki czubate delikatnego majonezu
2 łyżki czubate kwaśnej śmietany 18 %
2- 3 ząbki czosnku
sól, biały pieprz, cukier- do smaku

Rzodkiew myjemy.
 Obieramy ją ze skórki, ścieramy na tarce o dużych oczkach. Tak samo obieramy i ścieramy marchew i gruszkę. Wszystkie składniki mieszamy w misce. Doprawiamy delikatnie do smaku.
Ukręcamy sos czosnkowy. Łączymy śmietanę, majonez. Czosnek przeciskamy przez praskę. Doprawiamy całość do smaku. Sosem polewamy surówkę. Posypujemy szczypiorkiem. Przed podaniem krótko schładzamy. 

 Surówkę podajemy do białych mięs i ryby. A także do wędliny.

Kolej na danie obiadowe. Syte, smaczne- pierożki.

Pierogi smażone z mięsem i kapustą

 Ciasto pierogowe:
800 g mąki pszennej, typ 500
1 1/4 szklanki cieplej wody
1 jajko
szczypta soli

Nadzienie mięsne z kapustą:
600 g mięsa ugotowanego wołowo- drobiowego
400 g ugotowanej kiszonej kapusty
1 surowe jajko
1 średnia cebula
2- 3 ząbki czosnku
sól, pieprz czarny, Vegeta- do smaku

Ponadto:
olej rzepakowy do głębokiego smażenia

Wykonanie ciasta na pierogi:
 Na stolnicę wsypujemy mąkę. Robimy dołek. Wlewamy powoli wodę, wbijamy jajko. Wsypujemy sól. Wyrabiamy na gładką, plastyczną masę. Stolnicę podsypujemy mąką, rozwałkowujemy i wycinamy z ciasta kółka.
 Przygotowanie nadzienia: 
Ugotowane mięso, studzimy. Mielimy w maszynce do mięsa razem z cebulą, czosnkiem.
Kapustę kiszoną gotujemy w wodzie- do miękkości. Odcedzamy. Mielimy w maszynce do mięsa.
Łączymy w misce mięso z kapustą. Wbijamy surowe jajko, wsypujemy przyprawy. Doprawiamy do smaku.
Nakładamy łyżeczką farsz na krążek ciasta pierogowego.
Zlepiamy brzegi ciasta, formujemy pieroga. Ozdabiamy falbanką.
Układamy ulepione pierogi na stolnicy, podsypanej mąką.
W dużym rondlu rozgrzewamy olej. Wrzucamy partiami pierogi, omiecione z nadmiaru mąki przy pomocy pędzelka.
Przewracamy pierogi na druga stronę. Smażymy na rumiano.
Wyjmujemy pierogi z tłuszczu. Osączamy na bibule.



  • Pierogi podajemy na gorąco z czerwonym, czystym barszczem lub sosem jogurtowym.

      Teraz na słodko, bo trzeba rozweselić ciało.

    Muffinki malinowe i czekoladowe

    Ucierane ciasto:
    550 g mąki pszennej, typ 450
    4 duże jajka
    230 g cukru
    1 plaska łyżka cukru wanilinowego
    300 g masła
    6 łyżek mleka 3,2%
    2 łyżeczki proszku do pieczenia

    Nadzienie:
    maliny świeże lub mrożone
    czekolada deserowa
    czekolada biała
    30 papierowych papilotek do muffinek

    Przygotowanie ciasta ucieranego: Ucieramy w mikserze masło z cukrem, na gładką masę.  
    Dalej ucieramy ciasto. Dodajemy po 1 żółtku. Stopniowo wsypujemy mąkę z proszkiem. Wlewamy mleko.
    Z białek ubijamy sztywną pianę. Dodajemy do ciasta, delikatnie mieszamy. Ciasto powinny być pół gęste.
    Malin zamrożonych nie rozmrażamy.
    Czekoladę białą drobno kroimy.
    Czekoladę deserową drobno kroimy.
    Przygotowujemy papierowe papilotki do muffinek. Układamy na blaszce.
    Nakładamy ciasto do foremek na dno. Wsypujemy czekoladę deserową, białą, wkładamy po 3 malinki. A wszystko do osobnych foremek.
    Przykrywamy nadzienie warstwą ciasta, mniej więcej 3/4 wysokości foremki.
     Wszystkie foremki wypełniamy ciastem.
    Piec nagrzewamy do 180 stop. C. Pieczemy muffinki przez ok. 13 min.
    Wyjmujemy muffinki z pieca.
    Gorące jeszcze posypujemy cukrem pudrem. Nie zdejmujemy papierowych pilotek.
    Muffinki układamy na ozdobnej paterze lub talerzu.

    Smacznego i samych miłych, jesiennych dni życzę. Pozdrawiam serdecznie:)

      
    "Człowiekiem bardziej doświadczonym nie jest ten, który ma więcej lat, ale ten, który bardziej czuł smak życia".
    Jan Jakub Rousseau

wtorek, 5 listopada 2013

Dobry film na jesienny wieczór- "Life of Pi"

        Witam dzisiaj szczególnie miło wszystkich sympatyków dobrego filmu:)
Kolejna moja propozycja, to "Życie Pi" z 2012r. Zdobywca 4 Oscarów.
Film wyreżyserował Ang Lee, scenariusz napisał David Magee, muzykę skomponował Mychael Danna.
To ekranizacja powieści Yanna Martela, która była bestsellerem.

/kadr z filmu- zdjęcie z sieci/

 Główny bohater- Pi Patel, to bardzo barwa, fascynująca postać. Wraz z rodzicami i bratem mieszka w Indiach.
Poznajemy go bliżej, dzięki wywiadowi, który przeprowadza z nim pisarz. Usłyszał on jego historię i postanowił ją opisać
W wieku 12 lat Pi zafascynowany rożnymi religiami, zgłębia tajemnice: chrześcijaństwa, hinduizmu, muzułmanizmu.
Pi twierdzi, że :"wiara, to dom z wieloma izbami". Oraz : "nikt nie zna Boga, póki ktoś inny nas mu nie przedstawi".
Matka w rozmowie z nim, uświadamia, że : "nauka mówi o świecie zewnętrznym, ale nie wewnętrznym".
Ojciec Pi jest właścicielem hotelu i zoo. Chłopiec od najmłodszych lat kocha zwierzęta i stara się je zrozumieć. Dotrzeć do ich psychiki.
Mówi o zwierzętach: " zwierzęta mają duszę, widziałem to w ich oczach".
Szczególnie blisko, Pi interesuje się tygrysem o dziwnym, omyłkowo zamienionym  imieniu- Richard Parker.
Pewnego dnia rodzice postanawiają przenieść się, wraz z rodziną i zwierzętami do Kanady. Chcą tam rozpocząć nowe życie, sprzedać zwierzęta.
Podróż statkiem kończy się dla nich tragicznie. Pewnej nocy rozpętała się burza. Pi wyszedł wówczas na pokład i to uratowało mu życie. Oprócz niego przeżyli jeszcze: tygrys, hiena, orangutan i zebra.
W szalupie ratunkowej wszyscy walczyli o przetrwanie. Na końcu pozostali tylko Pi i tygrys.
Wtedy rozpoczyna się pewnego rodzaju gra. O przetrwanie, wzajemną akceptację, próbę zaprzyjaźnienia się.
 Dryfują po Pacyfiku na prowizorycznej tratwie przez 222 dni
/fot. z sieci, kadr z filmu/

Wówczas Pi przypomniał sobie słowa ojca, że " dzikie zwierzęta nie są i nie mogą być przyjaciółmi człowieka".
 Dzięki swojej wierze, modlitwom stara się nie bać i żyć blisko tygrysa Parkera.
Film przepięknie zrealizowany. 
Nie opisuję szczegółowo fabuły, aby nie zdradzać tego, co powinniśmy przeżyć indywidualnie podczas emisji.
Za: efekty specjalne, muzykę, reżyserię i zdjęcia został uhonorowany najważniejszymi nagrodami filmowymi- Oscarami.
Oglądając film mamy odczucie, jakby historia Pi miała miejsce tu i teraz.
Na zakończenie Pi mówi: " Życie, to jedna wielka seria rozstań, ale najbardziej rani brak chwili pożegnania".
Polecam ten obraz filmowy, który wzrusza, skłania do refleksji.
Pozwala docenić silę wiary w życiu człowieka, potęgę przyrody i wolę przetrwania w ekstremalnych warunkach.
Niektórzy "burzą" się na takie, a nie inne zakończenie filmu. Mnie takie odpowiada, bo ja lubię pewny niedosyt. Mogę sobie sama w myślach dopisać... zakończenie.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich odwiedzających mojego bloga:)


Cytat do zapamiętania:

"Mieć trud­ne życie to wiel­ki przywilej". 
Indira Gandhi

niedziela, 27 października 2013

Jedzmy gruszki na zdrowie

       Witam słonecznie miłych gości na moim blogu, zwłaszcza nowe twarze:)
Dziś kulinarnie, o gruszkach rzecz będzie.
Na wstępie parę słów o tych zdrowych, jesiennych owocach.


Owoce te były znane już w Europie w czasach prehistorycznych. Są na, to dowody naukowe.
Wyhodowano ja na przełomie XVII i XVIII w. w Europie Zachodniej. A przywędrowały ze starożytnej Persji, poprzez Armenię, Grecję. Stamtąd trafiła do Rzymu, gdzie podbiła serce Juliusza Cezara i była "damą" w ogrodzie.
Ale, to Francuzi i Belgowie są największymi znawcami gruszek i ich uprawy. To oni odkryli jej własności lecznicze, zdrowotne.
Ciekawostką jest, że grusza, czyli "Pyrus L." pochodzi z rodziny różowatych.
Gruszka, to wielki przyjaciel naszego serca. Dlaczego? bo  zawierają sporo witamin: A, B, C oraz minerałów, tj; potas, magnez, wapń, żelazo, bor, sód, jod. Ten ostatni wpływa pozytywnie na funkcjonowanie tarczycy i zapobiega jej schorzeniom.
 Mają w sobie błonnik 2, 1 g w 100 g owocu. A także antyoksydanty, olejki eteryczne i pektyny.
W owocu występują kwasy owocowe: kwas jabłkowy, kwas cytrynowy.
A, to wszystko korzystnie wpływa na nasze serce.
 Nieprawdą jest, że gruszki są ciężkostrawne. Dotyczy, to tylko odmian dzikich.
Te współczesne mają ok. 60 kcal- średni owoc.
Aby były bardziej stawne trzeba je dokładnie przeżuć, ot co.
Zalecane nawet dla osób starszych oraz tych, którzy mają problemy żołądkowe.
Miękkie dojrzałe gruszki pobudzają trawienie i przeciwdziałają zaparciom, a spożywane w większych ilościach mogą nawet wywołać biegunkę, natomiast niektóre odmiany cierpkie i mało soczyste, zawierające dużo garbników leczą biegunki.
Po za tym gruszki, to źródło energii.


Gruszka nazywana jest owocem boskim. To afrodyzjak, ze względu na kształt i rozpalanie zmysłów kochanków.
Świeże owoce warto jeść, zwłaszcza przy infekcjach dróg moczowych i kamicy nerkowej oraz zapaleniu gruczołu krokowego.
Doskonale działają na nasz mózg, usprawniają go.
Gruszki można podawać niemowlakom po 6 miesiącu życia. Dorośli powinni pamiętać o jedzeniu gruszek ze skórką. 
Natomiast sok z gruszek łagodnie obniża ciśnienie i uszczelnia naczynia włosowate.
A napar ze świeżych skórek gruszy stosuje się w formie okładów na trudno gojące się rany i owrzodzenia.
Bardzo korzystnie wpływa na nasz organizm spożywanie suszu z gruszki. Działa p/zapalnie i p/gorączkowo.
Warto napar z suszu pić zwłaszcza przy przesileniach jesienno- zimowych oraz problemach pokarmowych. Doskonale zaspokaja pragnienie.
Bardzo mocny napar z suszonych gruszek stosuje się w formie okładów na czoło i głowę - przy bólach głowy i migrenie.
Gruszki mają zastosowanie również w kosmetyce: maseczki, lotiony, szampony, kremy.
Powinny gruszek unikać osoby, które często mają wzdęcia. Gruszki bowiem zawierają dużo cukrów.
Z gruszek robimy: soki, kompoty, syropy, nalewki, dżemy, konfitury, mus.

/tarta z gruszkami/

Pieczemy racuszki, ciasta. Dodajemy do sałatek, surówek, mięs.

/Fale Dunaju z gruszkami/

To tyle wyczytanych ciekawostek na temat gruszek.
Pozdrawiam wszystkich bardzo smacznie i serdecznie:)


Cytat na dziś:

"Człowiek nie żyje, aby jadł, ale je, aby żył".
Sokrates

sobota, 12 października 2013

Jesienne spacerowanie z Mężem

       Witam serdecznie na moim blogu, przede wszystkim nową twarz Czarrną:)
Ostatnie ciepłe, jesienne dni skłaniały do długich spacerów. Te najmilsze są zawsze z bliskimi sercu osobami.
Spacery, to moja bardzo miła forma relaksu i "przyjemnego" zmęczenia fizycznego.
Długie wyprawy, zwłaszcza do lasu, spełniają te warunki.
 Mąż, który przeważnie jest zapracowany, akurat w czwartek, znalazł wolne popołudnie, zatem pora na wspólny spacerek.
A gdzie? oczywiście do lasu w poszukiwaniu kolorowej pani jesieni.
Moje miasteczko i okolice, to ładne widoki o każdej porze roku.
I już tuż za "progiem" niesamowite kolory.

/Sumak octowiec/

 Po drodze mijamy smukłego Modrzewia otulonego cudnie wybarwionym

 /Winobluszcz/

Zbliżamy się do lasu, gawędząc sobie, wspominając miłe wydarzenia sprzed laty. Jest "kupa" śmiechu i chwile wzruszenia. Znamy się z Mężem już ponad 27 lat, zatem kawał czasu.
W lesie wita nas jeszcze mocno dojrzały

/Bez czarny/

Z jego kwiatostanu robię aromatyczną nalewkę, a z owoców sok p/ przeziębieniu.
Uwielbiam las: za zapach grzybni, szum liści, śpiew ptaków, kolory. 
Tutaj zawsze się w pełni relaksuję i oddycham całą piersią.
 Jesienny krajobraz, to przede wszystkim ogrom barw i cisza. Niepowtarzalna.


Zmęczenie, ani pośpiech tutaj nie mają miejsca. Najlepiej spaceruje się w milczeniu.

/nasze cienie/

Las, to bezcenne dobro. Korzystamy z jego dobrodziejstw od wieków. To świat roślin, zwierząt. To gleba, klimat, hydrologia. Wszystko ze sobą nierozłącznie powiązane.

/mijana po drodze stadnina koni/

I nadal przepiękne jesienne kolory w przyrodzie.


 Spacer trwa, chociaż powoli zbliża się późne popołudnie.
A na poboczu, w polu jeszcze

/Ostrężyna pełna dojrzewających owoców/

I moja ulubiona 
/Dzika róża/

Chętnie robię z jej owoców zdrową herbatkę i zasuszam piękne bukiety.
Za chwilkę będziemy w domku.
Ale koniecznie muszę jeszcze zajrzeć do mojego przybalkonowego ogródeczka. A tam miłe dla oka i radujące serce ulubione jesienne "Marcinki" czyli

 /Astry krzaczaste/

Kolejny spacer z Mężem uważam za udany i relaksujący.
Zachęcam wszystkich do korzystania z jesiennej, ładnej aury. Zapewne w Waszej okolicy są także miejsca godne polecenia i pospacerowania.
Udanego nowego tygodnia i mile spędzonego czasu z bliskimi życzę:)
Moc serdeczności dla wszystkich kochanych nauczycieli, wychowawców, pedagogów z okazji Ich Święta:)

Wiersz o jesieni:

Jak nie kochać jesieni

"Jak nie kochać jesieni, jej babiego lata,
Liści niesionych wiatrem, w rytm deszczu tańczących.
Ptaków, co przed podróżą na drzewach usiadły,
Czekając na swych braci, za morze lecących.

Jak nie kochać jesieni, jej barw purpurowych,
Szarych, żółtych, czerwonych, srebrnych, szczerozłotych.
Gdy białą mgłą otuli zachodzący księżyc,
Kojąc w twym słabym sercu, codzienne zgryzoty.

Jak nie kochać jesieni, smutnej, zatroskanej,
Pełnej tęsknoty za tym, co już nie powróci.
Chryzantemy pobieli, dla tych, których nie ma.
Szronem łąki maluje, ukoi, zasmuci.

Jak nie kochać jesieni, siostry listopada,
Tego, co królowanie blaskiem świec rozpocznie.
I w swoim majestacie uczy nas pokory.
Bez słowa na cmentarze wzywa nas corocznie".
Tadeusz Wywrocki

wtorek, 8 października 2013

Lektura na jesień: "Uwierz w siebie"

     Witam jesiennie, ciepło i kolorowo wszystkich miłych gości na moim blogu:)
Dziś lektura na długie wieczory- ku polepszeniu samopoczucia.
Na początek cytat:

 "Poprzez myśli można urzeczywistnić każde pragnienie".
 
 Moją propozycją do przeczytania jest książka Josepha Murphy pt."Uwierz w siebie".

/okładka książki/
 
Ten irlandzki pisarz, filozof pozwala nam uświadomić sobie, jak ogromny wpływ na całe nasze życie ma pozytywne myślenie.
W swoich książkach podpowiada, pomaga nam, w jaki sposób możemy wpływać na podświadomość i mądrze ją wykorzystywać na co dzień.
Kolejny cytat z książki:

"Człowiek staje się tym, co sobie wyobraża i co czuje".


Ktoś pewnie powie, pomyśli od razu "bzdura". I tu się myli. Jakże wiele rozwiązań, trudnych nawet spraw, podpowiada nam serce. 
Kiedy czeka nas w życiu ważne wydarzenie, czy to prywatne, czy zawodowe, najpierw wyobrażamy sobie, jakby to było. Mamy swoje marzenia, plany. Już wówczas pojawiające się "obrazy" w naszym umyśle są spontaniczne, napływają bardzo szybko.
Pamiętajmy, że jeżeli nasz umysł jest wypoczęty, zrelaksowany, wtedy uwarunkowany osobistymi względami, poglądami, doznaniami "wyzwala" z nas ukrytą mądrość.
Każdy człowiek ma w sobie pokłady dobra i zła. Tak być musi, ku "zdrowej' równowadze.
Jednak, aby lepiej żyć trzeba często " prześlizgnąć" się w głąb własnego serca, duszy.
Aby, to uczynić należy od czasu, do czasu, zatrzymać się, wyłączyć od codziennych obowiązków, zwolnić tempo. Dać pozwolić umysłowi na skupienie i głębokie przemyślenia.
Przepraszam, jeśli brzmi, to chaotycznie, ale wbrew pozorom, to nie taka trudna kwestia.
My kobiety, dzięki swej wrodzonej wrażliwości i może łatwiej rozumiemy przedstawiony tutaj wątek. 
Dobrze tej refleksji posłużą mądre książki i słowa w nich zawarte, które czasem nami "wstrząsają" ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
W życiu ważnym jest poczucie własnej wartości. Każdy z nas jest w pewien sposób jedyny, niepowtarzalny, pełen pozytywów i walorów.
Piszę te słowa, bo wiele w życiu doświadczyłam.
Nie raz świat "walił" się na głowę, tak wówczas myślałam.
Spotkałam na swojej długiej, już prawie 50- letniej drodze życia, wielu mądrych ludzi.
A ostatnio takimi bliskimi przyjaciółmi są moje dzieci. Ta książka, to ich prezent dla mnie.
Wspierają mnie w tym, co robię, cieszą z choćby małych  sukcesów, pocieszają w chwili zwątpienia.
Dla mnie najważniejszym jest, to że po prostu są.
Moja rodzina, to mój najistotniejszy sens życia.
Na zakończenie mądry cytat z książki:

"Rozważanie radosnych i szczęśliwych wydarzeń z przeszłości wywołuje radość tu i teraz".


Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i życzę mądrego patrzenia na świat:)

 /piękno jesieni/


Dopisek do posta z dn. 14 września pt."Sens życia- chwila refleksji".
Koleżanka jest kilka tygodni po operacji, czuje się dobrze, wyniki kontrolne wypadły pomyślnie:)


Cytat na dziś:

"Jeśli pomyślisz o dobru, powstanie z tego dobro, natomiast złe myśli sprowadzają zło. Na tym – i na niczym innym – polega funkcjonowanie twojego umysłu".
Joseph Murphy

czwartek, 3 października 2013

Bądżmy zdrowi- o żelazie słów kilka

     Witam serdecznie w jesienny wieczór:)
Specjalnie na życzenie blogowej znajomej Bilci, tematem dzisiejszego posta jest żelazo.
Wiadomości zbierane latami, a także wyczytane w pismach medycznych.
Żelazo jest minerałem, który odgrywa dla naszego organizmu znaczącą rolę.
Jest składnikiem czerwonych ciałek krwi, czyli hemoglobiny oraz barwnika mięśni, czyli mioglobiny.
Wchodzi w skład wielu enzymów, od których zależy wytwarzanie energii, metabolizm, synteza DNA, sprawne funkcjonowanie układu odpornościowego.
Niestety, coraz więcej ludzi ma niedobór żelaza w organizmie. Często spowodowany niewystarczającym spożyciem w diecie.
Objawami niedoboru żelaza są: anemia, nadmiernie obfite menstruacje, problemy z przyswajaniem wiedzy, osłabienie układu immunologicznego, osłabienie fizyczne. A także: przemęczenie, osłabienie, apatia,.
Częste niedobory żelaza występują u kobiet w ciąży,  u osób cierpiących na wrzody trawienne, zapalenie jelit, czy chorobę Leśniowskiego-Crohna oraz osoby prowadzące restrykcyjne diety.
Bardzo ważne są wówczas badania oraz dostarczenie organizmowi odpowiedniej dawki żelaza.
Minerał ten występuje: w wątrobie cielęcej i wieprzowej, czerwonym winie, warzywach i owocach o czerwonej barwie, roślinach strączkowych, pestkach dyni, brzoskwiniach, rodzynkach, kaszy jęczmiennej, twarogu, chlebie razowym, szpinaku, kaszy mannie, natce pietruszki, płatkach owsianych, nerkach wieprzowych, soi, sardynkach, brokułach, suszonych morelach.


Ponadto, korzystny wpływ na wchłanianie żelaza ma kwas askorbinowy, czyli witamina C. Trzeba spożywać je razem. Witamina C zwiększa przyswajanie żelaza, aż 3- krotnie.
Dietetycy twierdzą, że dieta wegetariańska hamuje przyswajanie żelaza.
Jeśli zauważamy u siebie: kołatanie serca, pieczenie języka, osłabienie calego organizmu, konieczne udajmy się do lekarza.
Objawy te mogą świadczyć o niedokrwistości. Musimy potwierdzić to badaniami.
Prawidłowy poziom hemoglobiny wynosi dla kobiet: 11,5-16,0 g/dl (7,2-10,0 mmol/l), dla mężczyzn 12,5-18,0 g/dl (7,8-11,3 mmol/l). Dla małych dzieci: stężenie hemoglobiny wynosi: 14,2-19,6 g/dl (8,8-12,2 mmol/l).
 W diecie powinniśmy ograniczyć: słodycze, kawę, herbatę ze względu na zawarte w nich związki- hamujące wchłanianie żelaza. Mleko w większych ilościach także nie jest wskazane.
Nie powinno się ze sobą łączyć żelaza i wapnia w czasie jednego posiłku. Oba te składniki razem ze sobą "walczą", który szybciej się wchłonie. Wówczas oba spełniają swoją rolę połowicznie.
Trzeba pamiętać, że na anemię cierpią najczęściej kobiety, bez względu na wagę. I otyłe i szczupłe.
Przykładowy jadłospis, gdzie żelazo dobrze się wchłania.
Śniadanko: chleb graham z szynką, natką pietruszki, papryką, ogórkiem kiszonym. I do popicia sok owocowy.


 Na obiad możemy sobie przyrządzić: zupkę jarzynową, mięso wołowe, sałatę zieloną na surówkę.
Albo wątróbkę pieczoną z jabłkiem i cebulką. Z dodatkiem kaszy gryczanej lub ziemniaków i surówką z kiszonej kapusty z marchewką.
A kolacja, niech to będzie: łosoś lub kotleciki z fasoli z sałata z warzyw.
Starym, skutecznym sposobem na pozbycie się anemii jest rzeżucha. Siejemy ziele, ścinamy, mieszamy z twarożkiem 1:1, zostawiamy na 30 min. Wtedy dopiero spożywamy.


Na zakończenie życzę wszystkim, aby cieszyć się piękną, kolorową jesienią- w zdrowiu:)



Cytat na dziś:

"By przeżyć, trzeba nam czterech
uścisków dziennie.
By zachować zdrowie, trzeba
ośmiu uścisków dziennie.
By się rozwijać, trzeba dwunastu
uścisków dziennie".
Virginia Satir

niedziela, 22 września 2013

Brzoskwiniowy urodzaj!

                  Witam serdecznie w pierwszym dniu jesieni:)
Na wstępie z serca wszystkim dziękuję za cieple, miłe słowa pod ostatnim postem :)
Tematem tego posta jest brzoskwiniowe, pełne owoców w tym roku, moje drzewko.
Dla przypomnienia dla tych, którzy jego historii jeszcze nie znają.


Drzewko brzoskwiniowe, to u mnie w przybalkonowym ogródeczku- istny przypadek. Sama nigdy bym go nie posadziła, bo miejsca mam tutaj niewiele, a drzewko potrzebuje przestrzeni.
Pewnej wiosny, gdy sprawdzałam stan mojego ogródeczka po zimie, ujrzałam zieloną maleńką krzewinkę. Nie wiedziałam jeszcze wtedy, co to jest, czy dziki pęd, czy coś innego. Krzewinka rosła, była ładna, zielona, zatem postanowiłam ją zostawić.
Kiedy można było stwierdzić, że to młode drzewko brzoskwiniowe, zaczęłam o nim więcej czytać i odpowiednio pielęgnować.
Mieszkam na parterze w bloku, jak wszędzie mieszkają ludzie, którzy nie dbają o dobro innych. Ktoś z sąsiadów z góry, pewnie dziecko, widocznie wyrzucił pestkę z brzoskwini przez okno i wyrosło z niego drzewko. A warunki miało sprzyjające, bo strona południowa, słoneczna, osłonięta od wiatru. Zatem, ani chłody, ani przymrozki nie szkodzą mojemu drzewku w sposób znaczny.
Może napiszę słów parę o pielęgnacji mojej brzoskwini.
Pierwsze owoce, pojawiły się po ok. 4 latach, od wykiełkowania z pestki, w ilości sztuk- dwie, zerwaliśmy w 2006 r. Radość dzieci nie miała granic, bo owoce były duże, śliczne, smaczne i soczyste, bez plam i innych uszkodzeń.

 
Brzoskwinię można posadzić z pestki i będzie takim samym wartościowym drzewem, jak to z sadzonki.
Gleba w moim ogródku, ma odczyn zasadowy.
A jaka była pestka, taki wyrośnie z niej owoc w przyszłości.
Młody pęd rośnie bardzo szybko. a owocuje po ok. 4 latach.
Po 2 latach trzeba przyciąć wierzchołek drzewka, zostawiając kilka bocznych gałęzi ułożonych symetrycznie.
Drzewko samotnie rosnące, przycinamy po to, aby się rozrastało symetrycznie na boki.
Brzoskwinia wymaga 2 razy do roku ochronnych oprysków.
Na jesieni, jeśli nie ma już liści- pryskamy Miedzianem 50 WP. W celu ochrony przed kędzierzawością liści.
Na wiosnę, najlepiej w marcu, przycinamy odpowiednio gałęzie. Zwracamy przy tym, uwagę na ich rodzaje.
Drzewko brzoskwini bowiem ma 3 rodzaje gałęzi: wytwarzające liście, wywarzające kwiaty męskie i gałęzie owocujące.

 
Te ostatnie posiadają pąki liści i kwiatów, z których powstaną owoce.
Gałązki wytwarzające liście i pąki przycinamy zawsze krótko, tzn. na 2 oczka.
Gałęzie owocujące przycinamy tak, aby pozostało 5 do 8 oczek, czyli pąków.
Jeżeli krótko przytniemy plon będzie większy.
Przycinaniem i opryskiem- zajmuje się mój mąż.
Zbiory brzoskwini z mojego drzewka zwykle przypadaj na wrzesień.
Jeśli jest dużo owoców, wtedy zrywam cześć jeszcze twardych, ale dużych i układam na słonecznym parapecie na oknie. Dojrzewają tam sobie stopniowo.
Duże zbiory zwykle przypadają, co drugi rok.

 / 2013 /

Tak, jak się spodziewałam, ogromny urodzaj jest w tym roku.

/mała tylko część tegorocznych zbiorów/

Owoce brzoskwiniowe spożywamy najczęściej na surowo. Ale robię z nich także: nalewkę, kompot, piekłam racuszki i ciasto oraz robię aromatyczne przetwory na zimę.

/2013r./

Pozdrawiam smacznie wszystkich wielbicieli ogrodów i smakoszy własnych zbiorów owocowych:)
Udanego, słonecznego nowego tygodnia Wam życzę:)


W piękny, jesienny, wczesny ranek- 16 lat temu, bo 24 września przyszedł na świat mój Synek!
To piękny dar, trzecie z kolei ukochane Dziecko:)
Życzę Ci Synku: dużo zdrówko, spełnienia marzeń, tych małych i dużych:)

Cytat na dobry tydzień:

"Wyrozumiałość jest owocem znajomości własnych błędów".
Alfred Konar

niedziela, 8 września 2013

Weekend z Deppem, czyli seans filmowy

           Witam serdecznie:)
Wiem, zaniedbuję Was i swój blog, ale za mało czasu mam ostatnio, a wiele zajęć, spraw do załatwienia.
Jeżeli chodzi o mój smuteczek, wszystko rozstrzygnie się w tym miesiącu. Nadal- niewiadoma.
Pora na relaks, czyli seans filmowy.
Moim ulubionym aktorem od zawsze, Ci którzy mnie czytają od dawna wiedzą doskonale jest- Johnny Depp.

/fot. z sieci, scena z filmu/

Ostatnio obejrzałam kolejny film z tym aktorem. Nie była, to rola główna, ale jakże charakterystyczna dla Deppa. Aktor ma swój styl, za to go min lubię.
Film fantastyczno- przygodowy: " Parnassus"- The Imaginarium of Doctor Parnassus
z 2009 r., to historia nieśmiertelnego doktora Parnaselssusa. Showman, bo takim jest doktor,  pojedynkuje się z diabłem. A stawką jest, życie jego 16- letniej córki.
Doktor ma swój objazdowy teatr "Imaginarium", z którym przemierza świat. Występują w nim: córka Valentina, karzeł- Percy oraz Anton.
Każdy występ- przedstawienie, pozwala publiczności na niezwykłą podróż do świata wyobraźni, bajki, strachu i marzeń.
Pewnego dnia w życiu doktora pojawia się Tony, chłopiec który cierpi na amnezję. To ostatnia rola nieodżałowanego, zdolnego- Heatha Ledgera.Tony ma tysiące pomysłów na minutę, wnosi w życie starego doktora i jego trupy wiele zmian.

/scena z filmu, fot. z sieci/

Ma kilka twarzy, np gdy przenosi się w świat baśni- jego rolę przejmują takie gwiazdy kina, jak: Johnny Deep, Jude Law, Colin Farrel. Wcielają się w swoje role- doskonale.
Film wymaga skupienia i stałego analizowania przekazywanej symboliki. Wtedy może być interesującym.
Warto czasem przenieść się w świat fantazji i  popatrzeć na wspaniałą grę zdolnych aktorów.

/fot. z sieci, kadr z filmu/

Obsada jest ciekawa: doktora Parnassusa gra Christopher Plummer, diabła Pana Nicka: Tom Waits, w roli córki: Lily Cole, Percego- Verne Troyer, Antona- Andrew Garfield oraz w/w gwiazdy.
Reżyserem i scenarzystą jest : Terry Gilliam. Autorką kostiumów, nominowaną w tej kwestii do Oscara- Monique Prudhomme. Scenografowie, także nominowani do Oscara, to: Anastasia Masaro, Caroline Smith, David Warren.
Muzyka jest dziełem duetu:  Mychael Danna i Jeff Danna.
Film otrzymał kilka nominacji i nagród filmowych.

Zachęcam do obejrzenia i popatrzenia z przymrużeniem oka na świat tam przedstawiony.
Do poczytania o moich innych ulubieńcach kina- klik
Pozdrawiam wszystkich czytających bardzo serdecznie i życzę pomyślnego nowego tygodnia:)


Cytat na dobry tydzień:

"Co­kol­wiek za­mie­rzasz zro­bić, o czym­kolwiek marzysz, zacznij działać. Śmiałość za­wiera w so­bie ge­niusz, siłę i magię". 
Johann Wolfgang Goethe